Dogoterapia - pies najlepszym terapeutą człowieka
- Na początku zajęć wypadałoby się przywitać – mówi Anna Kuriata, właścicielka Yassunthy, która prowadzi zajęcia w SOSW. Grupa dzieci siedzi na dywanie tworząc okrąg. Wszystkie wpatrują się z uwielbieniem w krążącego pomiędzy nimi wielkiego psa. Jego puchata, długa sierść lśni, a uszy czujnie nasłuchują dookoła. Zaczyna się piosenka, w której każde dziecko jest witane po imieniu. Wtedy Yassuntha podbiega do niego i liże po rękach. Dzieci są zachwycone.
- Yassuntha jest ze mną już szósty rok – mówi Anna Kuriata. – Jest moim wymarzonym psem. To malamut, rasa występująca na Alasce, ale i tak wszyscy mylą go z husky.
Suka została sprowadzona z hodowli z Radockiej Góry. – Właścicielka musiała najpierw przeprowadzić ze mną rozmowę. Nie obiecywała, że będę mogła kupić od niej psa. Musiała się upewnić, że trafi w dobre ręce – opowiada Kuriata.
Skąd takie imię dla psa? – Nadano je jeszcze w hodowli. Tak już zostało – tłumaczy.
Jak to się stało, że ten piękny pies rozpoznawał dzieci po imieniu i podchodził się przywitać we właściwym momencie piosenki? Yassuntha jest świetnie wytresowana. Wcale nie wiedziała, co akurat jest śpiewane. „Myślała” w tym momencie żołądkiem. Prowadząca zajęcia terapeutka w odpowiedniej chwili wsuwała coś dzieciom do rąk. Pies wiedział, że znajdzie tam smakołyk.
Karma? – Ależ skąd! Ona jest bardzo mało wybredna – śmieje się Anna Kuriata i pokazuje woreczek, który jeszcze wiele razy przyda się podczas tych zajęć. W środku jest pełno pokrojonego na małe kawałeczki chleba i kiełbasy.
Psi zaprzęg
Pora na wspólną zabawę. Na początek dzieci wskazują u Yassunthy łapy, pysk, uszy i ogon. Później wyciągane są smycz, obroża, szczotka, szelki. Z tymi drugimi niektóre dzieci mają już pewne problemy.
Wreszcie przychodzi czas na zabawę z piłką. Yassuntha ją uwielbia. Dzieci turlają piłkę, a ona próbuje ją w tym czasie złapać. Gdy tylko jej się uda, przez chwilę trzyma zabawkę, po czym sama wybiera osobę, której ją odda. Jeszcze lepiej jest, gdy Yassuntha występuje w roli bramkarza. Trzeba przyznać, że niewiele piłek przepuszcza.
Dzieci obejrzały wcześniej szelki i obrożę. Pora przygotować psi zaprzęg. Yassuntha cierpliwie czeka, aż zostanie ubrana. Do szelek przyczepiany jest wózek inwalidzki. Dzieci po kolei siadają na nim, by dać się przewieźć po szkolnym korytarzu. Pies idzie grzecznie za swoją panią. Oczywiście w ręce przewodniczki znajdzie coś pysznego.
W odróżnieniu od psów husky, które są prawdziwymi sprinterami, malamuty to prawdziwi siłacze. Rekordziści zdolni są pociągnąć do 1250 kg. Anna Kuriata przyznaje, że marzy jej się prawdziwy psi zaprzęg. – Może kiedyś? Do trzymania stada trzeba mieć dużo miejsca. Te psy muszą się gdzieś wybiegać – mówi.
Cierpliwa terapeutka
Dyrektorka SOSW w Piławie Górnej Teresa Budzyk przyznaje, że takie zajęcia może prowadzić tylko prawdziwy pasjonat. Zwierzę jest przecież dość drogie w utrzymaniu. W dodatku wymaga sporo uwagi, trzeba z nim stale ćwiczyć jego umiejętności, żeby ich nie zapomniało.
- W Polsce jest sporo fundacji i osób pracujących z psami – mówi Anna Kuriata. – Byłyśmy z Yassunthą w szpitalu, hospicjum. Chciałam jednak spróbować czegoś innego, zrealizować się w pracy z dziećmi.
Każde dziecko inaczej reaguje na zwierzę. Zdarzają się osoby, które ze względu na swoją odmienność są odrzucone przez swoje rodziny. – Pies nie ocenia. Dla niego nie jest ważne, jaki ktoś jest. On kocha bezwarunkowo każdego, chce być mu potrzebny – mówi właścicielka. Dodaje, że Yassuntha sama czeka na to, by ktoś był nią zainteresowany.
Praca w ośrodku jest męcząca także dla psa. Po kilku zabawach należy jej się przerwa. Yassuntha idzie się położyć na swoje posłanie. Dzieci w tym czasie sprawdzają, czy ma wodę w misce. Mają się bawić przez chwilę same, ale i tak bez przerwy zaglądają do Yassunthy. Tak bardzo ją uwielbiają, że chciałyby być przy niej cały czas.
Nie tylko dzieci. Yassuntha po przyjściu rano do pracy biegnie od razu do sekretariatu. Tam od pracownic ośrodka od razu dostaje smakołyki. – Okręciła sobie wszystkich wokół siebie – śmieje się jej właścicielka.
Kiedy część zabaw prowadzona jest na korytarzu, niby przypadkiem w pobliżu pojawiają się dzieci z innych grup. Yassunthę po prostu wszyscy kochają. – Takie zajęcia podobają się też rodzicom. Bywa, że niektórzy zapisują dzieci do naszego ośrodka, by mogły brać udział w dogoterapii – mówi Teresa Budzyk.
O tym, że taki rodzaj terapii jest potrzebny przekonuje jeszcze jeden przykład. Zdarza się, że niektórzy wychowankowie są czasem wyjątkowo pobudzeni i rozkojarzeni, przeszkadzają w prowadzeniu zajęć. – Prowadzimy taką osobę do pieska. Dziecko poprzytula się do niego, pogłaszcze i to pomaga – mówi dyrektorka.
Faktycznie, Yassuntha miała odpoczywać, ale dzieci nie wytrzymały i zaczęły ją głaskać i drapać za uszami. Mimo, że zmęczona, takie pieszczoty przyjmuje z radością – zresztą spójrzcie tylko na zdjęcia.
















