Bielawa. Film o Tadeuszu Szermerze
Dokument o Tadeuszu Szermerze to Twój pierwszy polski film po studiach reżyserskich w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego właśnie ten człowiek?
Ładnie powiedziałaś. Swojego bohatera postrzegam właśnie jako człowieka, przez pryzmat jego fizyczności, nieuchronności przemijania. Człowiek rodzi się, żyje w społeczeństwie, a później "przestrzeń kosmiczna ściera go". Aspekt egzystencjonalny jest dla mnie najważniejszy w tym filmie. Chociaż pochodzę z Bielawy, nigdy wcześniej nie słyszałam o Tadeuszu Szermerze. Kiedy wróciłam tu po siedmu latach za oceanem, wybrałam się w góry. Spotkałam tam znajomego – Andrzeja Brydaka. Nie widzieliśmy się dwanaście lat. Kiedy usłyszał, że studiowałam reżyserię, nagle zaczął opowiadać mi o Szermerze, jego byłym trenerze lekkoatletyki, z tak wielkim entuzjazmem, że pomyślałam, że Szermer musi być niezykłym człowiekiem.
Szermer to legenda bielawskiej lekkoatletyki.
Potem spotkaliśmy się między innymi z Piotrem Kinerem, synem trenera Ryszarda Kinera, Czesławem Kitą, Andrzejem Cierpiałem. Tym wspomnieniom towarzyszyła znowu ogromna euforia, energia. Po dwudziestu latach mówili o nim tak, jakby wciąż wśród nich był. To fenomen.
Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z Szermerem?
Pojechałam tam z Piotrem Kinerem. Pan Tadeusz od czterech lat mieszka w "Domu nad Zalewem" Domu Pomocy Społecznej w Borzygniewie, nomen omen na ul. Sportowej. Kiedy weszłam do maleńkiego pokoiku, w którym w fotelu siedział przygarbiony, blisko 90-letni staruszek, uderzyła mnie cisza i samotność. Ta cisza była przeciwwagą zgiełku, który panował w jego życiu, emocji towarzyszącym wspomnieniom wychowanków. Symbolizowała prowizoryczność fizyczności. Pierwsze spotkanie bardzo mnie poruszyło, zdenerwowało wręcz. Szermer w ogóle ze mną nie rozmawiał, nawet nie patrzył na mnie. Pytania zadawałam za pośrednictwem Kinera. Dopiero kolejne spotkanie, już sam na sam, spowodowało, że się otworzył. Odbyliśmy wspaniałe rozmowy. Zrozumiałam, że to była bariera ochronna.
Potrzeba było czasu, by zdobyć zaufanie?
Przyglądanie się człowiekowi to nie kwestia dnia czy tygodnia. Trzeba otworzyć własną wrażliwość, nie tylko na zbieranie informacji, ale współodczuwanie. Próbowałam postawić się na jego miejscu. Ja nigdy nie miałam do czynienia ze sportem. Dzieli nas 60 lat różnicy, to kilka pokoleń. Szermer to idealista. Przez trzydzieści lat działał w lekkoatletyce i harcerstwie. Wychował wielu mistrzów Polski w lekkoatletyce. Harcerzy uczył patriotyzmu, polskich tradycji, zasad zachowania w życiu społecznym, wytrwałości. W czasie wojny walczył w Szarych Szeregach i Armii Krajowej o niepodległość Polski. Najbardziej dumny jest z uczestnictwa w akcji Burza, o ktorej opowiada z blyskiem w oku za każdym razem.
Wierzył w to, co robi i odnosił sukcesy. Teraz unika kontaktów z ludźmi stąd. Wstydzi się swojej ułomności, dla niego jako sportowca tężyzna fizyczna była zawsze bardzo ważna.
Jak udało Ci się w takim razie namówić go na wystąpienie przed kamerą?
To było naturalne. Miałam wrażenie, że ten dokument go mimo wszystko cieszył. Słuchał uważnie, z kim już udało mi się porozmawiać, proponował kolejne osoby, z którymi działał. Byłam jego łącznikiem ze światem, do którego on już nie należy, ale za którym tęskni. Świadomie się odciął. Szermer jest pogodzony ze śmiercią, czeka na nią ze spokojem. Zrozumienie tego także było dla mnie bardzo głębokim doświadczeniem.
Jak wyglądała praca nad filmem?
Przeglądałam kronikę założonej przez niego sekcji lekkoatletycznej, którą prowadził przez trzydzieści lat, rozmawiałam z jego wychowankami. Zbierałam informacje, archiwalne zdjęcia. Współpracowałam też z bielawską Publiczną Miejską Biblioteką, pomógł mi Rafał Brzeziński kierując mnie do historyka Bartomieja Perlaka. Zapiski Tadeusza Szermera czyta aktor Stanisław Wojciech Malec. Praca nad filmem zajęła mi rok. Nie miałam osobnego operatora, dźwiękowca, oświetleniowca, nad wszystkim w większości czuwałam sama. Do współpracy zaprosiłam mojego byłego instruktora wideofilmowania z czasow szkoły średniej Boguslawa Sobotę oraz mojego znajomego, świetnie zapowiadajacego sie operatora i reżysera Łukasza Artura Pasiuta.
Na koniec montaż i wyważenie proporcji pomiędzy lekkoatletyką, harcerstwem i przemijaniem. Punktem wyjścia dokumentu i zakończeniem jest tu i teraz Szermera: dom opieki.
Czy Szeremer pojawi się na prapremierze filmu w Bielawie?
Wciąż bardzo go na to namawiam, choć w pierwszym odruchu odmówił. Ludzie wiedząc o filmie pytają mnie wciąż: co u Szermera? Oni wciąż mają go swojej pamięci i sercu. Jeśli się uda, będę zaszczycona.
Dokument o Tadeuszu Szermerze będzie można także obejrzeć 20 września w Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej w Dzierżoniowie i 22 września w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bielawie.















