Dzisiaj jest niedziela, 20 maja 2012 r. 141 dzień roku.
Imieniny: Aleksandra, Bazylego.
Reklama
Reklama
Reklama

Jowita Brożek zachwyciła Czesława, Tatianę i Kubę

Wokalistka zespołu Bellrock Jowita Brożek przeszła pomyślnie casting jurorski w drugiej edycji programu X Factor. Tym samym dostała zaproszenie do eliminacji, które dziś rozpoczynają się w Warszawie.

To już drugie podejście Jowity Brożek do programu X Factor. Za pierwszym razem, jej skromność nie pozwoliła się wykazać. - Rok temu poszłam na precasting ubrana normalnie. Miałam nadzieję, że ktoś doceni mnie za to, jaki mam głos. Producenci zwrócili na niego uwagę, ale uznali, że to za mało. Dlatego tym razem postanowiłam zaszaleć - mówi dziewczyna.
Jowita śpiewa od lat. Znana jest również Czytelnikom "Tygodnika Dzierżoniowskiego" - pisaliśmy o niej kilka lat temu, gdy była głosem nieistniejącego już zespołu Carmen (nagrała z nim płytę "Frenezja"). Obecnie śpiewa w bielawskim rockowym zespole Bellrock. Do konkursu X Factor zgłosiła się jednak indywidualnie.

Spodobać się producentom

Najpierw były dwa precastingi, czyli castingi wstępne jeszcze w ubiegłym roku. Chętnych na nie nie brakowało - kolejki przed drzwiami ustawiały się od bladego świtu. Każdy musiał się zarejestrować, dostawał numer i czekał na swoją kolej.
Kiedy ta wreszcie przyszła, dostawał jedynie chwilę, by oczarować producentów programu. Producentów, gdyż tutaj nie pojawiali się jeszcze znani z telewizyjnego programu celebryci. Tutaj można się przekonać, jak naprawdę działa szołbiznes. Producenci słuchają, oglądają i oceniają, jak dany kandydat wypadnie przed kamerami, czy wniesie coś ciekawego do programu. Oprócz faktycznego talentu ważna jest więc również atrakcyjność dla telewidzów.
- Tym razem na precastingi ubrałam się, jakbym miała zaraz wystąpić na koncercie. Uznałam, że skoro mój wizerunek jest tak ważny, to samym głosem się nie obronię - mówi Jowita Brożek.
Jak wyglądał jej występ? - To była ledwie chwila. Kandydaci śpiewają pierwszą zwrotkę i refren, a potem im się przerywa. Jeśli nie spodobali się od razu, dalej nie mają już szans - opowiada.
Jednak nawet taki występ niczego nie gwarantuje. Jest jak na rozmowie o pracę - nie dowiesz się od razu, że zdobyłeś upragnione stanowisko. Jowita czekała na telefon z telewizji kilka tygodni. Wreszcie zadzwonił - została zaproszona na występ w Zabrzu już przed jurorami: Kubą Wojewódzkim, Czesławem Mozilem i Tatianą Okupnik.

Kuba będzie bronił, Czesław pragnie więcej
Styczniowy występ w Zabrzu był dla Jowity ogromnym przeżyciem. - Czułam dużą tremę. Jak już wyszłam na scenę, byłam przerażona - wspomina. Na samym początku Kuba Wojewódzki poprosił ją o kilka słów na jej temat, zapytał gdzie studiuje. Był zaskoczony, gdy powiedziała, co za chwilę zaśpiewa. - Powiedziałam, że będzie to utwór "Highway to hell" zespołu AC/DC. Kuba zrobił duże oczy i powiedział: "No, w końcu jakiś fajny, porządny utwór!" - opowiada Jowita.
Jak się okazało, na około 50 prezentujących się tego dnia wokalistek, tylko ona wystąpiła w utworze rockowym. Wszystkie konkurentki wybierały przeboje popowe, albo ckliwe ballady.
- Po moim występie Kuba Wojewódzki powiedział, że bardzo mu się podobało i jeśli reszta jurorów będzie miała jakieś zastrzeżenia, to on będzie mnie bronił. Czesław Mozil natychmiast odparł, że nie musi bronić, bo jemu również się podobało. Dodał, że czuje niedosyt słuchania mnie i dlatego chce mnie zobaczyć w kolejnym etapie - mówi Jowita Brożek. - Natomiast Tatiana Okupnik zauważyła, że ze stresu odpuściłam wyciąganie niektórych wokalnych "górek". Powiedziała, że dostrzega talent, a lekkie braki to wynik stresu i zmęczenia. Dodała, że fajna ze mnie dziewczyna, na co Wojewódzki natychmiast przytaknął. Dostałam trzy razy "tak"! - cieszy się.
Za kulisami

- Wspaniale przyjęła mnie publiczność, która dała mi owacje na stojąco - opowiada Jowita.
W telewizji eliminacje z Zabrza obejrzymy dopiero w marcu. Nie ma jeszcze pewności, czy zostanie pokazany występ Jowity Brożek, ale jest na to duża szansa, gdyż jak opowiadała, wyróżniała się na tle innych wokalistek. Telewizyjne szoł rządzi się jednak swoimi prawami.
Dziś (31 stycznia) Jowita jest w Warszawie na trwających dwa dni eliminacjach będących trzecim etapem konkursu. Konkurencja jest ogromna. Tym razem kandydaci już w dniu występu dowiedzą się, czy przechodzą do dalszego etapu, czy odpadają. Tylko 15 występów zakwalifikuje się do dalszego udziału w konkursie. Te, podzielone na trzy grupy, zostaną przydzielone poszczególnym jurorom. Przejście do czwartego etapu daje więc uczestnikom szansę uczenia się od najlepszych podczas pobytu w tzw. Domu Jurorów.
- Nie nastawiam się na to, że wygram. Jest mnóstwo naprawdę utalentowanych osób, które przychodzą na castingi - mówi Jowita. - Mój występ traktuję jako szansę pokazania się. Może ktoś mnie dostrzeże, może dzięki temu zyska na popularności zespół Bellrock, w którym śpiewam.
- O tym, że jest bardzo ciężko, może świadczyć kilka rzeczy. Na przykład przede mną występowała dziewczyna, która wydawała mi się dobra. Kuba Wojewódzki zapytał ją, czy zastanawiała się nad rzuceniem śpiewania. Ona odpowiedziała, że nie. "A powinnaś" - odpowiedział jej Wojewódzki. Wtedy byłam naprawdę przerażona, co powie mi - mówi Jowita.
Zabawnie było też, gdy prowadzący widowisko Jarosław Kuźniar usłyszał, że jestem z Bielawy. - "Z tej Bielawy?" - zapytał, a ja potwierdziłam - śmieje się.
Występ w Warszawie rządzi się też innymi prawami. Tutaj nie było mowy, by Jowita zaśpiewała "Highway to hell". - Producenci podali mi listę utworów, które wolno mi wykonać i kazali coś wybrać - mówi. Na liście znalazła piosenki takich wykonawców, jak Seweryn Krajewski, Sistars, Zakopower, No Doubt czy Christina Aguilera - dla wokalistki rockowej, stawiającej na żywiołowe piosenki, prawdziwy dramat. Ostatecznie wybrała jednak, nieco przewrotnie, utwór "Lady Marmolade" tej ostatniej. - Jest trochę szalony, można w nim pokazać swoje umiejętności - przyznaje. Ostatnie tygodnie spędziła na ćwiczeniu go w kółko. Na jakiś czas przerwano nawet próby zespołu Bellrock, bo jej koledzy uznali, że występ w X Factor jest ważniejszy.
Natomiast sam Bellrock, który w ostatnim czasie walczył w Muzycznej Bitwie Radia Wrocław, ostatecznie odpadł z niej w ćwierćfinale. Muzycy traktują to jak i tak spore wyróżnienie i nie zamierzają się poddawać. Wypatrujcie więc ich występów, a Jowicie kibicujcie. Gdyby dotarła do finału, byłoby to olbrzymie wyróżnienie. Nie mówiąc już o głównej nagrodzie - 100.000 zł.

Zobacz także:

Bellrock - uderzenie rockowego dzwonu


   

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarza. Komentarze o treści obraźliwej i wulgarnej, rasistowskiej lub zawierające odnośniki do takich materiałów będą usuwane!


 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Nasi partnerzy:

statystyki