Bielawianka wydaje drugą płytę
Jak zaczęła się Twoja przygoda wokalna?
Moja przygoda z muzyką trwa właściwie od dziecka. Jako małą dziewczynka zaczęłam uczęszczać na zajęcia gry na pianinie. Teraz twierdzę, że zmarnowałam na to kilka lat. Nie miałam do tego specjalnych predyspozycji i zapału do ciągłej pracy, jaki mam teraz, do śpiewu. Później miałam krótki epizod z gitarą, ale to tylko dlatego, że przy gitarze lubiłam i chciałam śpiewać. W końcu zaczęłam chodzić na różnego typu zajęcia wokalne, np. do Spółdzielczego Centrum Kultury w Bielawie czy klubu „Sowa”. Prawdziwa przygoda rozpoczęła się jednak w liceum. Zaczęłam śpiewać na konkursach, koncertach czy przedstawieniach szkolnych do aranżacji Daniela Stawczyka. W trzeciej klasie liceum, w kwietniu 2008 roku, wydałam z Danielem płytę szkolną. Tak to się zaczęło.
Co działo się po liceum?
Jak większość z nas poszłam na studia. Wybrałam psychologię. Zapytasz pewnie zaraz, dlaczego nie szkołę muzyczną. Wyprzedzę Twoje pytanie i odpowiem, że śpiew to moja wielka pasja, ale nie chciałam łączyć jej z życiem zawodowym. Jeśli chodzi o rozwój muzyczny, to nadal cały czas uczę się śpiewać. We Wrocławiu, gdzie mieszkam, chodzę na prywatnie zajęcia do śpiewaczki operowej. Gdy jestem w Bielawie, również ćwiczę głos z Szymonem Zychowiczem na zajęciach w Dzierżoniowskim Ośrodkiem Kultury.
Jak doszło do powstania kolejnej płyty?
To był długi proces. Sam pomysł powstał, kiedy zaczęłam słuchać płyt Jacka Wanszewicza i Kamili Kłos, która śpiewa utwory do tekstów wydawcy Lecha Tkaczyka. Podczas któregoś z koncertów poznałam Jacka. Powiedział mi, że wydawnictwo Astrum, z którym współpracuje, organizuje projekty pt. „ Wydaj się ”. Któregoś razu poprosiłam, aby przesłuchał moje teksty i ocenił je. Niedługo potem Jacek podjął się napisania do nich muzyki. A trzeba dodać, że nie było to łatwe zadanie. Na ogół piszę wiersze białe, a te ciężko jest ubrać w warstwę rytmiczną. Praca zaczęła się w październiku zeszłego roku, a w lutym tego roku były już nagrane wokale. Jako ciekawostkę dodam, że na potrzeby tej płyty w przeciągu kilku miesięcy musiałam podwyższyć sobie skalę głosu o prawie oktawę. Jeśli chodzi o warstwę graficzną płyty to projekt Błażeja Polkowskiego. On zaprojektował m.in. okładkę płyty.
Pozyskałaś jakichś sponsorów, którzy pomogli Ci sfinansować płytę?
Nie. Wszystkie finanse potrzebne do wydania płyty pokryłam z własnych funduszy. Trochę dopłaciła rodzina.
Twoja rodzina wspiera Cie w tym co robisz?
Bardzo. Moja rodzina nigdy nie utrudniała mi realizacji jakichkolwiek planów muzycznych. Moja mama jest moją najlepszą menedżerką.
Wydałaś drugą płytę. Masz jeszcze jakieś marzenia?
Oczywiście, jak to mówią – apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Chciałabym zrobić jak najwięcej z moim głosem, mieć swoich wiernych fanów i swój zespół. Gralibyśmy muzykę w typowo gotyckim klimacie. Tu we Wrocławiu, mam co prawda swój mały band, ale ogólnie ciężko jest o dobrych muzyków. A jeśli już się pojawią, to mam często wrażenie, że traktują to wszystko mniej poważnie niż ja. Przychodzą, odchodzą. Ja chcę coś tworzyć i doskonalić, a nie tworzyć i niszczyć.
Mówisz, że chcesz mieć swoich fanów. Żeby tak się stało, musisz pokazywać się ludziom. Myślałaś np. o wystąpieniu w programie o charakterze konkursowym typu „Mam talent”?
Miałam taki pomysł, ale programy typu „Mam talent” to komercja. Moja muzyka taka nie jest. Teraz na scenie liczy się głównie show. To nie dla mnie.
Płyta Olgi Szewrańskiej dostępna jest w sprzedaży internetowej na stronie wydawnictwa: www.astrum.wroc.pl.
Czytaj również:

















Komentarze
Tutaj poezja p. szewrańskiej.
Trzeba przyznać, że liryczna petarda...szczególnie te fragmenty o różu, misiu i pantofelku. Czuć uniesienie duchowe artystki.
A tak swoją drogą to gratulacje wydania płyty. Mamy prawdziwą bielawską Erato. Do tego pani psycholog. Czyli musi mnie znać. Dobry gotyk łączy się z misiami i różem idealnie. Brawo !!!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.