Michel Cleis Feat. Toto La Momposina - La Mezcla
Powodów dla pisania o nim jest co najmniej kilka. Pomijam fakt, że to kawałek, który postawił także moje muzyczne preferencje na głowie. Inna sprawa jest bardziej przyziemna. Michel Cleis nie doczekał się jeszcze regularnej płyty i, jak każdy reprezentant muzyki elektronicznej obecnie, zaczął od wydawania singli. Co tu dużo mówić – dobrych, ale bez przesady. Wręcz bardzo do siebie podobnych. Aż nagle, prosto z rodzinnej Szwajcarii, wypłynął singiel o kolorowej okładce – „La Mezcla”. I świat stał się innym, lepszym miejscem.
Pomysł wydaje się być prosty. Facet, który na co dzień i tak robi utwory w stylu dub i deep house, poszerza nagle horyzonty, a do współpracy zaprasza kogoś z zewnątrz. Konkretnie Toto La Momposina. Utwór rozkręca się radośnie i nagle… ten głos! Hiszpański akcent i temperament, głos zwielokrotniony w końcówkach, a pod spodem szalejący bit. Musiało chwycić!
Pierwsi na talencie Cleisa poznali się, jak zwykle, maniacy z Fabric. Radio Slave jeszcze pod koniec ubiegłego roku zdołał umieścić ten utwór na swojej kompilacji „Fabric 48”. Prestiżowy londyński „DJ Mag” przyznał, że to nagranie roku 2009 na miarę „Pjanoo” Prydy. Karnawał 2010 należał do Michel Cleisa. We wszystkich klubach na całym świecie, gdzie serwuje się przynajmniej odrobinę zbliżone do house’u dźwięki, „La Mezcla” musiała się pojawić. Tak było chociażby w Pacha podczas Hed Kandi Party. Klubowicze oniemieli słysząc nagle głos, jakby z innej epoki. Sam głos! Patrzyli z niedowierzaniem w stronę sceny, czy to nie jakaś pomyłka. A potem doszedł bit i impreza w tym momencie nabrała nowego znaczenia.
Michel Cleis Feat. Toto La Momposina „La Mezcla”, Cadenza/Strictly Rhythm.
















