Pink Floyd - A Foot in the Door: The Best of Pink Floyd
Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem entuzjastą składanek, wszystkich tych wydawnictw z cyklu "greatest hits" lub "the best of". Jeśli chodzi o zespoły takie jak Pink Floyd, sprawa jest jeszcze trudniejsza, bo przecież właściwie wszystkie ich albumy zaplanowane były jako zamknięte całości i wycinanie z nich co bardziej przebojowych fragmentów, by złożyć jakiegoś składaka, jest nieco nie na miejscu.
A mimo to " A Foot in the Door" słucha się wspaniale. Napisałem, że zespół doczekał się tym samym składanki największych przebojów z prawdziwego zdarzenia. Owszem, 30 lat temu wydano "A Collection of Great Dance Songs", lecz było to jeszcze przed tym, nim światło dzienne ujrzały "A Momentary Lapse of Reason" (1987) czy "The Division Bell" (1994), a to te wydawnictwa przyniosły zespołowi sporo fantastycznych nagrań. W historii Floydów była też płyta "Relics" będąca podsumowaniem okresu barretowskiego - dość chaotyczna, choć w pewnych kręgach kultowa. I znowu - w tym roku stuknęło jej 40 lat!
"Stopa w drzwiach" była więc potrzebna, choć najwięksi fani zespołu i tak wszystkie prezentowane tu utwory już posiadają. Całość otwiera "Hey You", ten niepozorny utwór, który momentalnie czepia się słuchacza i nie chce go opuścić. Dalej wybór też nie jest zły. Dostaliśmy inne wycinki z albumów "The Wall", "The Dark Side of the Moon" czy "The Division Bell". Nie zabrakło "Shine on You Crazy Diamond" (w wersji 11-minutowej, właściwie znanej już z poprzedniego składaka zespołu).
Zaskoczenia? Niespodzianki? Jest tu mały ukłon dla pierwszego frontmana zespołu, nieżyjącego już Syda Barreta - "See Emily Play" (fani będą teraz toczyć debaty: dlaczego ten utwór, a nie "Arnold Layne" lub "Bike"?). Sięgnięto po pomijaną, przez wielu nisko ocenianą płytę "The Final Cut" (ostatnią nagraną z Rogerem Watersem) i wybrano z niej " The Fletcher Memorial Home". I znowu - ja bym wolał "Two Suns in the Sunset", ale podczas słuchania okazało się, że całość przyjemnie ze sobą współgra.
Tak właśnie jest ze składankami - każdy fan ma swoisty koncert życzeń i są nagranie, które chciałby dostać w odpowiedniej kolejności. Mnie zastanawia brak "One of these Days", ale już z nieobecności "The Dogs of War" się ucieszyłem.
Cłość zamykają "Brain Damage" i "Eclipse". Ten ostatni kończy odgłos bicia serca, a potem słyszymy jeszcze ciche słowa: "Nie ma ciemnej strony Księżyca". Te najważniejsze dla mnie na tamtym wydawnictwie.
Płytę polecam, ale jeśli chcecie mieć prawdziwe "the best of", radzę sięgnąć po fenomenalne nagrania koncertowe tego zespołu. Zdecydowanie lepszym zakupem są dwupłytowe "Pulse" (na drugim krążku znajdziemy m.in. zagraną na koncercie całą "Ciemną stronę Księżyca") oraz " Delicate Sound of Thunder" jako dopełnienie.
Pink Floyd "A Foot in the Door: The Best of Pink Floyd", EMI Music Poland.
















