Dzisiaj jest niedziela, 20 maja 2012 r. 141 dzień roku.
Imieniny: Aleksandra, Bazylego.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kylie Minogue - Aphrodite

Aphrodite Kylie Minogue powraca z nową płytą. Chce być Afrodytą i może nawet nią jest, bo płyt mitycznej bogini nie słuchałem. Ale jeśli były tak samo biedne, to wiele te panie łączy.

Na pewno słyszeliście już w radiu „All the Lovers”, całkiem sympatyczny utwór otwierający tę płytę. Przyjemnie bezpłciowy, do słuchania w lecie, bo przecież za miesiąc nie będziemy o nim pamiętać. Choć uczciwie muszę przyznać, że warto rozejrzeć się za singlem zawierającym zremiksowane wersje tego nagrania. Wiele zyskuje z podkręconym tempem i zmienionym brzmieniem.

A teraz koniec tego dobrego. Najnowsza płyta pięknej Australijki jest nudna! Nie ma tu niczego, czego nie byłoby w nagraniach innych gwiazdek muzyki pop, które (o zgrozo!) są od Kylie mniej utalentowane. Plusem jest czas trwania płyty – 43 minuty w czasach, gdy każdy na siłę próbuje wypełnić 79 minut, to prawdziwa przyjemność.

Ale jest gwiazdą i wzorem dla innych kobiet. Myśląc o Kylie, pamiętamy o jej zwycięskiej walce z nowotworem. Patrząc na jej obecne zdjęcia, trudno uwierzyć, że kilka lat temu ta pani zmagała się z rakiem piersi i przeszła chemioterapię. Zapewne więc i „Aphrodite” sprzeda się całkiem nieźle. Dodam tylko, że ta płyta i tak jest lepsza od ostatnich dokonań Madonny.

Kylie Minogue „Aphrodite”, EMI Music Poland.


   
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Nasi partnerzy:

statystyki