Dzisiaj jest niedziela, 20 maja 2012 r. 141 dzień roku.
Imieniny: Aleksandra, Bazylego.
Reklama
Reklama
Reklama

Wielka księga ekstremalnego SF 1

Weź jeden, całkiem fajny pomysł, a następnie podnieś go do n potęgi. Tak rodzi się ekstremalne science fiction.

Wbrew temu, co sugeruje okładka, pierwsza część zbioru, jakim jest "Wielka księga ekstremalnego SF", nie zawiera tekstów poświęconych wojnom mechów. Zaskoczeni mogą być nawet ci, którzy gatunku SF nie lubią. Mike Ashley, który dokonał wyboru tekstów do tego zbioru, na otwarcie wybrał zaskakujące, krótkie opowiadanie. W "Anomaliach" pewnego dnia ludzie zauważają, że Księżyc przesunął się na orbicie o ponad jeden stopień. Zdawałoby się - drobnostka, ale jakie może to mieć znaczenie dla świata, który znamy? Ta anomalia to punkt wyjściowy do debaty filozoficznej o ładzie świata.
Dalej jest jeszcze lepiej. W "... I tak oto obiad uciekł razem z łyżką" jesteśmy jeszcze bliżej życia, niż nam się początkowo wydaje. Punktem wyjściowym są inteligentne sprzęty domowe, które na skutek pewnych błędów łączą się ze sobą i zyskują samoświadomość. Ale czy po to, by rządzić światem? Nie, chodzi o coś innego...
Cały zbiór jest różnorodny i "rozrzucony w czasie", gdyż niektóre teksty opisują wydarzenia z bardzo odległej przyszłości. Wrażenie zrobił na mnie "Wodny świat" (nie ma nic wspólnego z filmem, w którym grał Kevin Costner). Za to najlepsza była chyba "Zagadka Pacyfiku". Nie zdradzę, wokół jakiego pomysłu jej autor zbudował całe opowiadanie, ale świat po drugiej wojnie światowej, którą zwyciężyli Niemcy, robi duże wrażenie.
Jedyny tekst, który w tym zbiorze mi się nie podobał to "Śmierć w ziemi obiecanej". Jako jedyny w tomie, utrzymany jest w klimatach cyberpunku. Problem w tym, że został niepotrzebnie rozwleczony. Nie przekonuje mnie akcja przedstawiona tak, że tylko policjantka prowadząca śledztwo w ogóle nie rozumie realiów świata, w którym żyje. Wszystko ją dziwi, nie umie posługiwać się najprostszymi urządzeniami. Owszem, tym samym autorka zaznajamiając ją ze światem, oswaja z nim czytelnika, ale to rozwiązanie to bzdura. Cały opisywany zbiór się nie patyczkuje z czytelnikiem - od razu rzuca go w wir zdarzeń, a to my mamy pojąć zasady rządzące tym światem. I to jest największa frajda płynąca z lektury.
"Wielka księga ekstremalnego SF 1", różni autorzy, Fabryka Słów.


   
 
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Nasi partnerzy:

statystyki