Sidonie-Gabrielle Colette - Małżeństwo Klaudyny
"Małżeństwo Klaudyny" to trzecia część cyklu, do którego czytania przed wiekiem nie wypadało się przyznawać, a który potem posłużył jako oręż w rewolucji, jaką rozpętały feministki. Dziś to lektura zabawna, w której wielu rzeczy trzeba się domyślać (skłania do zastanowienia, jak daleko zaszliśmy w dosłownym mówieniu odbiorcy o wszystkich wydarzeniach), a część niuansów pewnie pozostanie tam ukryta już tylko dla wybitnych znawców tematu.
Nie przeszkadza to w lekturze, która jest przednia i zachwyciła mnie już przy poprzednich tomach - "Klaudyna w szkole" i "Klaudyna w Paryżu".
No właśnie, zaczęło się małżeństwo naszej obecnie 19-letniej pannicy, a wraz z nim wątpliwości. Zakochana po uszy dostrzega pewne rysy na obrazie, który sama przez lata sobie budowała. Nudzi ją cała paryska otoczka, buntuje się przeciw "obowiązkowi" przyjmowania gości na podwieczorkach.
Zaraz po ślubie wraz z mężem wyrusza w 15-miesięczną podróż (możemy tylko zazdrościć), by na koniec odwiedzić jeszcze rodzinne Montigny i ukochaną szkołę. Tęskni, ale za tym, czego już nie ma. To poczucie utraconego dzieciństwa, przejawiające się w potrzebie ucieczki do czegoś, co w chwili obecnej nawet już nie istnieje, jest dojmujące. Do myślenia skłania nawet czytelnika, który sam doszukuje się w tych obrazach fotografii i pocztówek zapamiętanych z własnych najmłodszych lat. Co z tego, że wrócimy do szkoły, skoro nie ma tam już naszej klasy, a napisy na ławkach częściowo się już zatarły? Ludzie się postarzeli o te parę lat, rozjechali po świecie. Nawet las, który był blisko, został już wycięty.
Jak to wszystko wpłynie na Klaudynę, która, choć nabrała już pewnej ogłady w towarzystwie, to jednak nadal umie być sobą?
Sidonie-Gabrielle Colette "Małżeństwo Klaudyny", Wydawnictwo W.A.B.
















