Dzisiaj jest sobota, 19 kwietnia 2014 r. 109 dzień roku.
Imieniny: Adolfa, Tymona.
Reklama

Dzierżoniów. Po próbie samobójczej umierał na przystanku

Przystanek autobusowy przy ul. Batalionów Chłopskich w Dzierżoniowie, na wysokości młyna. To tutaj zdążył dojść Kamil, po tym, jak pogotowie przywiozło go do szpitala. Policja i prokuratura sprawdzają, jak doszło do śmierci mężczyzny29-letni Kamil z Bielawy umierał w nocy 7 lutego na przystanku przy ul. Batalionów Chłopskich w Dzierżoniowie. Nieprzytomnego mężczyznę zauważył jeden z przechodniów. Dwadzieścia minut wcześniej pogotowie ratunkowe przywiozło Kamila do dzierżoniowskiego szpitala po tym, jak próbował popełnić samobójstwo. Dlaczego doszło do śmierci mężczyny?

Według informacji dzierżoniowskiej policji, 7 lutego o godz. 1.00 w nocy komenda została powiadomiona telefonicznie, że na przystanku autobusowym przy ul. Batalionów Chłopskich leży młody mężczyzna.

– Na miejsce zdarzenia niezwłocznie udał się patrol, który przystąpił do sprawdzenia funkcji życiowych mężczyzny. Okazało się, że ma on słabo wyczuwalne tętno, brak było oddechu. W związku z tym jeden z policjantów przystąpił do resuscytacji krążeniowo-oddechowej tego mężczyzny, a drugi powiadomił o sytuacji dyżurnego oraz wezwał karetkę pogotowia – relacjonuje podinsp. Mariusz Furgała, rzecznik dzierżoniowskiej policji.

Akcję reanimacyjną policjanci prowadzili do czasu przybycia karetki pogotowia, które przejęło czynności ratownicze. Niestety, mężczyźnie nie udało się przywrócić funkcji życiowych.

– Okazało się, że dwadzieścia minut wcześniej mężczyzna został przywieziony do szpitala, z uwagi na zażycie znacznej ilości leków psychotropowych. Miał trafić na Oddział Toksykologiczny we Wrocławiu, jednakże samowolnie oddalił się ze szpitala. Wykonane dotychczas czynności nie dały podstaw do stwierdzenia, aby do śmierci 29-latka przyczyniły się osoby trzecie – dodaje rzecznik policji.

Prokurator zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok, która pozwoli  odpowiedzieć na pytanie, co było bezpośrednią  przyczyną śmierci mężczyzny. Postępowanie w tej sprawie, mające na celu wszechstronne wyjaśnienie okoliczności zdarzenia, prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Dzierżoniowie pod nadzorem prokuratury.

Jednak rodzina mężczyzny nie rozumie, jak mogło dojść do śmierci chłopaka. Kamil mieszkał wraz z matką w jednym z poniemieckich domów przy ul. 1 Maja w Bielawie.

– Kiedy Kamil połknął tabletki, byłam w pracy. Pracuję na zmiany na Bielanach Wrocławskich w koreańskiej firmie, dojeżdżam autobusem – opowiada pani Anna, mama zmarłego. – W mieszkaniu był wówczas znajomy, który naprawiał nam drzwi. To on zaalarmował sąsiadkę, a ta zadzwoniła na pogotowie. Kiedy przyszłam do domu, pogotowie stało na podwórku. Było wpół do pierwszej w nocy. Pytałam w karetce, czy mam jechać, co mam robić. Powiedziano mi, że wystarczy, że za jakiś czas zadzwonię na izbę przyjęć w szpitalu. W domu odliczyłam sobie, że góra po dwudziestu minutach powinni już tam być. Zapytałam, czy karetka z moim synem już dojechała, na co pani w izbie przyjęć powiedziała, że on uciekł. Nie wiedziałam nawet, czy zbadał go lekarz. Dzwoniłam tam jeszcze dwa razy, w międzyczasie zawiadamiając policję, bo tak doradził mi starszy syn. Dzwoniąc za trzecim razem poprosiłam panią na izbie przyjęć, by powiedziała od początku do końca, jak to było. Powiedziała, że przywieźli go, wzięła od niego dowód i odeszła do innego pacjenta  – mówi roztrzęsiona matka zmarłego mężczyzny. – Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść? Przecież oni zabierając mojego syna z domu byli za niego odpowiedzialni. On targnął się na swoje życie, poza tym był pod wpływem silnych leków, nie powinni go samego puszczać nawet do toalety.

Kamil zażył cztery listki po trzydzieści tabletek psychotropowych. Listek zabrało pogotowie, by wiadomo było, jakimi lekami próbował się otruć. Pojawia się pytanie, czy nie doszło do zaniedbań ze strony personelu medycznego. Czy osobę w takiej sytuacji można zostawić samą – chłopak mógł w każdej chwili stracić przytomność, poza tym  nie do końca kierować swoim zachowaniem ze względu na działanie leków. Dochodzi jeszcze ogólny stan psychiczny pacjenta, który chwilę wcześniej próbował odebrać sobie życie.

– Wygląda na to, że lekarki jeszcze nie było w izbie przyjęć. Przypuszczam, że pielęgniarka posadziła go na krześle i poszła do innego pacjenta. Kiedy wróciła, brata już nie było. I wtedy wiedząc, w jakim jest stanie, jakie ma w sobie tabletki, nie wyszli za nim, nie zadzwonili ani na policję, ani do mojej mamy. Gdyby mama nie dzwoniła, nie wiedzielibyśmy nawet, co się stało – mówi Adrian, starszy brat zmarłego. – Poza tym policja powiedziała mi, że w izbie przyjęć uzyskano informację, że brat zapytał, czy może iść do toalety. Inna wersja, niż usłyszała moja mama przez telefon. Teraz okazuje się, że listek po tabletkach w szpitalu zginął. Nie rozumiem, jak można posługiwać się argumentem, że pacjent wyszedł. Przecież obowiązkiem lekarzy jest ratowanie życia. Jeśli pacjent z otwartą raną serca powie: nie leczcie mnie, to też się go posłuchają?

Kiedy w piątek 8 lutego rozmawialiśmy z prezesem szpitala, nie był jeszcze zorientowany w sytuacji, ponieważ w tym dniu i poprzednich był nieobecny w szpitalu.

– Udostępniliśmy policji dokumentację medyczną i zapis z monitoringu. Każdy ma prawo do opieki medycznej, jednak nie możemy nikogo zmusić do leczenia – powiedział nam Dariusz Brzeziński, prezes szpitala.

Zmarły Kamil od kilku lat zmagał się z depresją. Leczył się w poradni, ale nie zawsze regularnie brał leki. Ostatnio pracował w Niemczech, ale stracił pracę pod koniec ubiegłego roku i przyjechał do Bielawy. Szukał nowego zatrudnienia, ale bez powodzenia. To była jego druga próba samobójcza. Pierwszą podjął pięć lat temu, ale został odratowany. Podobnie jak ostatnio, w mieszkaniu nie był wtedy sam.

– Myślę, że mój syn tak naprawdę nie chciał umrzeć, bo inaczej zrobiłby to w taki sposób, by nie było szans na ratunek. To było raczej wołanie o pomoc, rodzaj desperacji w chorobie. Mógłby żyć...

 

Komentarze   

 
+4 #1 amen 2013-02-17 02:46
szpital powinien sie nim zajac. po to jest by ocenic stan pacjenta!!!
Cytować
 
 
+7 #2 tommy 2013-02-17 13:27
Ale jaki szpital,ten na cichej to dno dna personel to jakaś pomyłka,ludzie z ulicy lepiej zajęliby się pacjentami niż te pielęgniarki. Nie mamy w Dzierżoniowie prawdziwego szpitala.
Cytować
 
 
+5 #3 Czytelnik 2013-02-17 20:26
Jak zwykle konowały są niewinne
Cytować
 
 
+7 #4 takkat 2013-02-18 22:40
Powinni zamknąć ten śmietnik na Cichej w końcu i tak nikt tam nie ma kompetencji i tak, to lepiej te pieniądze dać głodnym. Lekarze są tam z przymusu, a prywatnie nabijają sakwy i w tedy się im chce pracować. "Człowiek się wykrwawia, a doktor patrzy na paznokcie"
Cytować
 
 
+6 #5 Tomek 2013-02-19 00:27
Chciałbym wiedzieć kto miał wtedy dyżur, przyjmował tego chłopaka bo to ta/te osoby są odpowiedzialne za jego śmierć. To woła o pomstę do nieba, do tego szpitala nie pójdę nawet na pobranie krwi, lekarze to zwykłe bydl..aki i bezduszne kreatury, leżałem tam dwa razy i to co oni wyprawiali mogłoby posłużyć za scenariusz do filmu Hitchcocka, w ogóle nie liczą się z pacjentem, są nieodpowiedzial ni i niedouczeni. Zamknąć ten kostnice raz na zawsze i zaorać a tych tzw. "lekarzy" wyrzucić na zbity pysk.
Cytować
 
 
+5 #6 Paweł 2013-02-19 13:50
RODZINA KAMILA POWINNA JAK NAJSZYBCIEJ PODAĆ TEN PSEUDO SZPITAL DO SĄDU I NIE ODPUŚCIĆ TEGO TAK WIADOMA SPRAWA ŻE ŻYCIA TO JUŻ CHŁOPAKOWI NIE WRÓCI ALE POWINIEN KTOŚ PONIEŚĆ ZA TO KARE ZA BRAK FACHOWEJ POMOCY MEDYCZNEJ I ODPOWIEDZIALNOŚ CI ZA PACJENTA. CHŁOPAK WYSZEDŁ ZE SZPITALA BO WŁAŚNIE TAK WYGLĄDA U NAS NOWA IZBA PRZYJĘĆ POSADZĄ CIE NA KRZEŚLE I SIEDŹ CZEKAJ AŻ PAN LEKARZ RACZY RUSZYĆ TYŁEK I ZEJDZIE Z WIELKĄ ŁASKĄ DO CIEBIE NA DÓŁ BY UDZIELIĆ POMOCY MEDYCZNEJ ŻENADA I NIC WIĘCEJ :sad:
Cytować
 
 
0 #7 Wasyl 2013-02-19 17:26
Ej tam głupoty piszecie. To tylko z pozoru tak wygląda. Pacjent ma prawo odmówić leczenia, ma prawo opuścić szpital kiedy mu się tylko podoba. A skoro szpital i lekarze są tacy źli to skąd te tłumy w izbie przyjęć i wieczny brak miejsc na oddziałach. Chwalicie Latawiec albo Wrocław a swoich byście z błotem zmieszali. Ot dzierżoniowska mentalność.
Cytować
 
 
+5 #8 Ewa 2013-02-19 18:02
Pacjent nie ma prawa wyjść ze szpitala jeśli zagraża to jego życiu, a tak właśnie było w jego przypadku! Jeśli chłopak zażył duża ilość tabletek natychmiast powinni go zawieść na toksykologie!!! A nie posadzić na krześle i kazać czekać! To się w głowie nie mieści! Nie ważne czy to samobójstwo czy przypadek! Natychmiast trzeba reagować! Mama chłopaka powinna oddać sprawę do prokuratury z zarzutem zaniedbania obowiązków lekarskich! Mam nadzieję że osoba która zaniedbała czynności ratunkowe zostanie ukarana. Szkoda że musiało dojść do takiej tragedii :sad:
Cytować
 
 
+1 #9 DDZ 2013-02-19 20:12
Tak się jarają tym remontem szpitala, a jaka umieralnia była tak jest i będzie. Zamiast ratować ludzi to tylko ich wykańczają...
Cytować
 
 
0 #10 Piotrek 2013-02-19 20:19
Nie ma lekarzy z powołania tylko dla kasy,materialiś ci....
Cytować
 
 
+2 #11 Piotrek 2013-02-19 20:33
Wasyl na pewno nie byłeś w latawcu to nie pisz głupot .Latawiec a ta popelina na cichej to kosmiczna pomyłka tam zwykła salowa jest bardziej kompetentna nisz tutaj personel,już nie wspomnę o personelu do pięt nie dorastają pozdrawiam.
Cytować
 
 
0 #12 asd 2013-02-20 08:16
Ciekawe kto naprawia drzwi o 1 w nocy ?????
Cytować
 
 
+1 #13 Tomek 2013-02-20 09:58
Z pozoru tak to wygląda, że człowiek po wylewie czeka 4 godziny na koryarzu, że nie robi się po wypadkach podstawowych badań, że na 4 lekarzy są cztery różne opinie na temat bólu brzucha, że stawiają błędne diagnozy? Tłumy są bo ludzie chorują a część z nich nie ma po prostu fizycznej możliwości dotarcia do innego szpitala. Tonący brzytwy się chwyta.
Cytować
 
 
0 #14 Klaudia 2013-02-20 14:08
Pan/Pani doktor zanim się obudzili to chłopak miał czas aby zwiać.Ja jak trafiłam na izbę przyjęć to czekałam nie wiadomo ile aż łaskawie ktoś do mnie wstanie z lekarzy... co prawda jak trafiłam na oddział to fachowo się mną zajęli i nie trwało to już tak długo ale na izbie przyjęć dramat!! Biedny nie zdążył.... brawo dla opieki medycznej w tej naszej umieralni
Cytować
 
 
0 #15 kjaskj 2013-02-20 19:38
Znajomy naprawiał, tak jak jest napisane. Czytać nie potrafisz..
Cytować
 

Dodaj komentarz

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze o treści obraźliwej i wulgarnej, rasistowskiej lub zawierające odnośniki do takich materiałów będą usuwane!

Kod antyspamowy
Odśwież

PROMOCJA
Noworoczna promocja na ogłoszenia drobne!
Ogłoszenie do 200 znaków za 3 zł +VAT (3,69 zł).
Koszt emisji za 1 tydzień.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Nasi partnerzy:

statystyki
escort bayan escort escort istanbul escort bayan escort bayan escort bayan escort bayan